sobota, 27 lutego 2016

Księga I Rozdział XIV Po drugiej stronie

-Żartujesz sobie?- spytałam.
- Widzę, że ktoś tu nie ma poczucia humoru- zaśmiał się - Dobra mała chodź musimy stąd spadać, bo zaraz przyjdzie tutaj straż.
- Okej, ale  nie mów na mnie mała, mam imię i brzmi one Klaudia - byłam zła. 
- Dobra Rosel nie marudź i chodź - chwycił mnie za rękę.
Zarumieniłam się, ale byłam na niego trochę zła. Pozwoliłam mu się prowadzić. Wszystkie budynki były szklane i bardzo wysokie. Całe to miasto wyglądało jak z przyszłości. Ludzie, których mijaliśmy wyglądali normalnie, byli tylko ubrani w czerwone rzeczy. Niektórzy obracali się za nami i przyglądali nam. Minęliśmy mężczyznę, który wyglądał mi na strażnika. Zawołał swojego kolegę i zaczęli podążać za nami.
- Musimy biec, dwie ulice dalej powinien być motor, który kiedyś tam zostawiłem. Dotrzemy nim na obrzeża miasta. 



Wsiedliśmy na niego.
- Umiesz go prowadzić?- spytałam
- Tak mniej więcej, to  mój drugi raz jak go prowadzę.
- Świetnie, słuchaj  mogę cię no wiesz objąć. Jeszcze nigdy nie jechałam motorem. 
- Pewnie - uśmiechnął się - trzymaj się.
Ruszyliśmy. Była już noc, miasto wyglądało przepięknie. Przytuliłam się mocniej do Jace'a. Przy  nim zapomniałam o tym co się dzieje. Zamknęłam oczy i czekałam aż dotrzemy na miejsce. Dotarliśmy to lasu. Szliśmy przez niego jakąś chwile. Doszliśmy do dwóch drzew tworzących łuk. Jace powiedział, że to przejście do jego kryjówki. Po drugiej stronie znajdowało się coś w rodzaju pokoju. Na ścianach wisiała broń, pod ścianą stało łóżko, a przed nim stało coś w rodzaju telewizora. Był jeszcze komputer. Stanęłam na środku i nie wiedziałam co robić dalej.
- Siadaj musimy pogadać. Słyszałem, że chcesz się poddać Rosel.
- Chcę mieć po prostu mieć normalne życie. Już coś ci mówiła o moim imieniu.
- Dobra Klaudia chociaż i tak będę na ciebie mówił Rosel. Jest już późno, jeśli dotkniesz tamtego miecza to otworzą się drzwi do łazienki. Ja w tym czasie przygotuję posłanie.
Spojrzałam na łóżko, a potem na niego.
- Nie martw się, nie będziemy spać razem jeśli o to ci chodzi. Chociaż to by było ciekawe. Ty będziesz w nim spała, ja na materacu. Przebież się w którąś z moich koszulek. Jutro czeka nas ciężki dzień.
Kładąc się myślałam o przyjaciołach którzy zostali w tamtym świecie. O tym co zrobił Damian. Czy to było to o co mu chodziło przez ostatnie miesiące. Wtedy kiedy poszliśmy do kina to według niego była randka. Dlatego się obraził, że go tam zostawiłam. On musiał się we mnie zakochać. Ale ja sama nie wiem co do niego czuję. Traktuje go jak przyjaciela. Nigdy nie myślałam o nim inaczej. Boję się o tym z nim rozmawiać, bo przecież na pewno nadejdzie taki moment, że będziemy musieli sobie wszystko wyjaśnić. Jest jeszcze Jace. Jest całkiem inny niż Damian. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jace'a jak dotyka mojego policzka.
- Co ty robisz?
- Nic, nie ważne - zrobił się cały czerwony.
- Musimy zmienić kolor twojego naszyjnika na czerwony, podaj mi go - usiadł koło mnie na łóżku. 
- Ale to go nie zniszczy? - zdjęłam go i dałam mu. 
- Nie damy mu tylko coś w rodzaju powłoki, która zmieni mu chwilowo kolor.
 Dotknął swoim telasem klejnot, a on zmienił swoją barwę.
- Odwróć się zapnę ci go.
Odgarnęłam włosy. Jego palce były zimne. Kiedy się odwróciłam nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę. Jednak po chwili ją zabrał i wstał.
- Ubierz się musisz zacząć szkolenie zanim pójdziemy do pałacu i odwiedzisz swojego wuja. Czekam na zewnątrz.
**************
Rozdziały nie jest zbyt długi chociaż się starałam. Staram się wrócić do formy po tamtej przerwie. Romantycznie było miejscami. Napiszcie czy taki klimat się wam podoba. Następny rozdział  mniej więcej o tej samej porze za tydzień. Pozdrawiam :*


niedziela, 21 lutego 2016

Księga I Rozdział XIII Pułapka

O osiemnastej byłyśmy już gotowe z Holly do wyjazdu. Autobus miał przyjechać za pół godziny. Spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy. 
- Będę czekać na dworze - powiedziałam do Holly. 
Pożegnałam się z Grace i wyszłam. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam przed sobą Ewę i Damiana. Przyjaciółka rzuciła mi się w ramiona.
- Przepraszam, nie wiem co mi się wtedy stało. Wybacz mi- powiedziała.
- Dobrze wybaczam ci, ale co wy tu robicie?
- Holly zadzwoniła do Ewy i powiedziała co planujesz. Postanowiliśmy iść z wami. Dalej gdzie ta Holly mamy mało czasu - odpowiedział Damian.
- Już jestem możemy iść.
Jechaliśmy tak z pół godziny. Holly poprosiła kierowcę żeby się zatrzymał na jakimś polu. Dalej szliśmy pieszo. Wyciągnęła z torby broń i podała każdemu z nas. Powiedziała, że to w razie czego. Skręciliśmy w leśną dróżkę. Dotarliśmy do mojego rodzinnego domu. Był odkładnie taki jaki go zapamiętałam, tylko trochę zaniedbany. Mały z drewnianymi okiennicami, wcześniej był biały teraz zrobił się szary.
- Musimy uważać dom może być obserwowany. Idźcie za mną i bądźcie czujni. Klaudia pamiętasz gdzie jest sypialnia twoich rodziców?
- Chyba gdzieś na górze, chodźmy.
Weszliśmy do środka, Damian zapalił latarkę. Nagle wszędzie zapaliły się światła. Usłyszałam czyjś śmiech. Pojawili się jacyś ludzie. Nie mieli oczu, a w dłoniach dzierżyli broń. Wtedy pojawił się wysoki chłopak o blond włosach. Uśmiechał się do nas szyderczo.
- Jesteś taka przewidywalna Holly. Widzę, że przyprowadziłaś przyjaciół.
Podszedł do nas i się przyglądał nam. 
- Zawiązać ich. Kogo my tu mamy. No proszę, proszę  Rosel. Miło mi wiedzieć waszą wysokość - zaśmiał się - Mój pan się ucieszy. Może pozwoli nam nawet zostawić nasze łupy wojenne.
Podszedł do mnie i dotknął ręką mojej twarzy. Zaczął mnie oglądać.
- Zostaw ją - krzyknął Damian - nie dotykaj jej.
- Cicho siedź Romeo od siedmiu boleści. Nie potrafisz nawet zadbać o własną dziewczynę.
- Ona nie jest moją dziewczyną tylko przyjaciółką.
- Zostaw ich Lorencio. Zostaw nas wszystkich - powiedziała Holly.
- Niestety nie ma tak dobrze. Jutro rano przejdziemy na drugą stronę. A teraz życzę wam dobrej nocy. Dobranoc Rosel.
Jego słudzy zaprowadzili nas do mojego dawnego pokoju. Siedzieliśmy w ciszy.
Jeden z tych potworów siedział z nami w pokoju żeby nas pilnować. 
- Przepraszam was to moja wina. Nie powinnam wam pozwalać tu przychodzić - w końcu odezwałam się jako pierwsza.
- Musimy się stąd wydostać inaczej zabiją Ewę i Damiana, a nas wyślą na drugą stronę - powiedziała Holly - sypialnia twoich rodziców jest po drugiej stronie. Pokój będzie obstawiony, więc musimy jakoś pozbyć się strażników. Możliwe, że portal jest w szafie. Musisz go aktywować. Włożysz telas w otwór obok. Wtedy on się włączy. Gdy tylko zacznie świecić wejdź do niego. Ja zajmę się Lorencio. Ewa i Damian uciekajcie.
- Nie chciałabym ci przeszkadzać w układaniu planu - powiedziała Ewa -  Ale zapomniałaś o jednej ważnej rzeczy. 
- Jakiej? Wszystko dobrze zaplanowałam.
- Najpierw musimy się uwolnić z tych więzów. 
- No tak faktycznie. Klaudia wyciągnij mój telas jest w moim bucie. Ci głupcy nie przeszukali nas.
- Nie wiem czy bym chciała. - podałam jej telas - Holly skąd znasz Lorencia?
- Cóż kiedyś byliśmy tak jakby parą, ale nie chcę o tym mówić, zbierajmy się.
 W swoich butach Holly miała ukrytą jeszcze jakąś broń. Kiedy odtworzyliśmy drzwi pokoju od razu rzuciła się na potwory. Starałam się jej pomóc, ale nie umiem walczyć. Zabiłam jednego. Damian otworzył drzwi i weszliśmy do środka.  Starali się zabarykadować drzwi. Podbiegłam do szafy i zobaczyłam w niej wielkie lustro. Chyba je już gdzieś widziałam. Zrobiłam to co mi kazała Holly. Lustro zaczęło przybierać niebieską barwę. 
- Po drugiej stronie będzie czekać na ciebie Jace.
Miałam już wejść kiedy podszedł do mnie Damian.
- Uważaj na siebie - pocałował mnie.
Staliśmy tak chwilę aż nie wepchnął mnie do środka.
***********
Czułam się jakbym leciała. Wszędzie było ciemno. Po chwili poczułam, że na coś wpadłam. To był ten sam chłopak, który do mnie pisał i który mi się przyglądał. To był Jace, brat Holly.
- Rozumiem, że  jestem przystojny i dziewczyny na mnie lecą, ale nie musisz tego brać dosłownie. 
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
- Witaj Rosel w naszym świecie.
***************************************************
Jestem, wróciłam i nie zamierzam odchodzić. Wena wróciła, więc rozdziały będą. Ten jest dłuższy w porównaniu do poprzedniego. Następny pojawi się w sobotę albo wcześniej zależy jak z czasem. Pozdrawiam :*

niedziela, 7 lutego 2016

Księga I Rozdział XII

Zastanawiam się czy dobrze robię. Jednak już podjęłam decyzje i nie mogę się z niej wycofać. Przez te sytuacje zaczęłam opuszczać szkołę. Zaczęło to się odbijać na moich ocenach i sytuacji w domu. Ciotka była na mnie wściekła. Powiedziała, że jeśli nie zmienię swojego zachowania to nie mam po co wracać do domu, ponieważ ona nie ma zamiaru brać odpowiedzialność za moje życie. Tak po paru minutach wymiany zdań wyszło, że muszę się wyprowadzić. Mogę wrócić jak wrócę po rozum do głowy. Wszystko było by nawet ok gdyby nie to, że wyrzuciła mnie w nocy. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy, bo nie było ich dużo i wyszłam. Nie wiedziałam co mam teraz ze sobą zrobić. Zadzwoniłam do Ewy, ale nie odbierała. Nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić do Holly. Opowiedziałam jej o tym co się stało. Zaproponowała mi nocleg. Jak się okazało sypiała w jednym z hosteli. Czekała na mnie na parkingu i zaprowadziła do pokoju. Nie pytała o szczegóły, tylko od razu poszłyśmy spać. Kiedy się obudziłam Holly czekała na mnie ze śniadaniem. Cały czas mi się przyglądała, ale nie powiedziała nic. Dopiero gdy skończyła powiedziała, że jak zjem to pójdziemy odwiedzić tą panią co wczoraj. Poszłam się umyć. Wyszłam po ubrania i zobaczyłam, że na moim łóżku leżą jakieś inne ubrania. Były to czarne rurki, czarny top i krótką czarną kurtkę. Leżały tam też wysokie czarne buty. Holly powiedziała żebym się w to ubrała. Pojechałyśmy na miejsce taksówką, przyjaciółka nadal się nie odzywała. Tym razem weszłyśmy do środka od zaplecza. Wydawało mi się, że sklepik jest bardzo mały, tymczasem pomieszczenie do którego weszłyśmy było wielkości mojego salonu.
- Tutaj możemy porozmawiać. Tam było to niebezpieczne. To za sprawą magii to pomieszczenie jest takie duże- powiedziała Holly
- Ale dlaczego na zewnątrz jest niebezpiecznie?
- Odkąd zerwałam umowę z Blaisem jestem poszukiwana przez jego ludzi.
- Co to była za umowa?
- Zabicie cię i zabranie kryształu.
- Co takiego!!! Żartujesz sobie? - wykrzyczałam
- Niestety nie. Wybacz mi proszę. Po paru rozmowach z tobą zrozumiałam, że nie mogę tego zrobić. 
- I ja mam ci wierzyć, po tym co mi powiedziałaś?
- Musisz, mówię prawdę, a teraz chodźmy.
Holly odtworzyła drzwi znajdujące się po jej prawej stronie. Za nimi znajdowały się schody, które prowadziły do piwnicy. Kiedy zeszłyśmy na dół, zobaczyłam, że przy stole siedzi Grace (takie imię mi się kojarzy z tą staruszką). Przed nią leżały mapy. To była mapa jakiegoś miasta.
- Dobrze, że jesteście musimy ustalić szczegóły przejścia Rosel na drugą stronę.
To plan twojego rodzinnego miasta. Portal do przejścia znajduje się w twoim domu. Ja też mam swój, ale mogliby go od razu namierzyć. A tamten zabezpieczał twój ojciec, więc nie ma mowy by go wykryli. Musicie  tam się tylko dostać. Znajduje się on w ich sypialni za szafą. Holly wie jak go uruchomić. Ktoś po drugiej stronie będzie musiał na ciebie czekać. Czy rozmawiałaś już z kimś w tej sprawie? - zwróciła się w stronę Holly.
- Ta wszystko załatwione.
- Dobrze, czyli wszystko mamy gotowe. Musicie jeszcze pamiętać, że kiedy będziecie się zbliżać do domu to musicie uważać, bo może byś obstawiony. Teleportujecie się jutro nad ranem. Holly możesz nas zostawić na chwilę same.
- Dobrze pani - skinęła głową i odeszła.
Grace podeszła do półki i wzięła z niej album ze zdjęciami.
- Pokaże ci coś. - otworzyła go i na pierwszej stronie zobaczyłam małego chłopca w za dużej szacie - To twój ojciec gdy był mały. Dalej mam twoim rodziców w trakcie ślubu na naszej planecie. A tutaj małą ciebie - na zdjęciu był mój tata obejmującego moją mamę, która ma mnie na rękach.
Po policzku popłynęła mi łza.
-Czy jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
- Mam wątpliwości, ale wydaje mi się, że tak będzie lepiej - zamknęłam album i wyszłam.
Na górze Holly oglądała jakąś gazetę. Usiadłam na kanapie obok niej. Odblokowałam telefon i zobaczyłam dużo nieodebranych połączeń. Część od ciotki, a część od Ewy i Damiana. Wyłączyłam go całkowicie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Podeszłam do radia i włączyłam radio. Muszę się jakoś zrelaksować  by nie myśleć o jutrze.
***********
Rozdział jest, ale krótki. Po prostu z weną u mnie nie ciekawie. Następny rozdział będzie najpóźniej za dwa tygodnie. Może wcześniej wpadnie mi coś do głowy. Pozdrawiam :*