czwartek, 7 kwietnia 2016

Księga I Rozdział XVI Lorenzio/ Nowy blog

Miasto wyglądało przepięknie o tej porze dnia. Kiedy tak siedzieliśmy poczułam uderzenie w głowę.
****
Otworzyłam oczy, głowa mnie strasznie bolała. Miałam związane ręce. Znajdowałam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, prawdopodobnie w piwnicy, bo dało się wyczuć wilgoć.
- Jace, gdzie jesteś? Gdzie my jesteśmy? To element szkolenia?
- Witaj moja kochana księżniczko, stęskniłaś się za  mną? Tak dawno się nie widzieliśmy.
- Lorenzio, to ty?
- Tak moja kochana. Ostatnim razem jak się widzieliśmy to odeszłaś bez pożegnania.
- Gdzie ja jestem i gdzie jest Jace?
- Nie przejmuj się tym frajerem, teraz nareszcie jesteśmy razem. Jesteś u mnie w domu. Niedługo oddam cię Blaizowi, a kiedy odzyska naszyjnik to pojmę cię za żonę. A ten kretyn pójdzie siedzieć. Mam nadzieję, że z tobą pójdzie mi łatwiej niż z Holly.
 Podszedł do mnie, chwycił za twarz i pocałował.
- Dobranoc moja księżniczko.
Nie mam zamiaru zostawać jego żoną. Muszę odnaleźć też Jace i jakoś się stąd wydostać. Będę musiała uważać na Lorenzia, on jest nieobliczany. Tylko jak mam się wydostać się z tych więzów. Tym razem mnie przeszukali. Wtedy usłyszałam głos  w mojej głowie : ,, Skup się Klaudia, pomyśl o tym o chcesz zrobić'' Pomyślałam o tym, że liny się rozrywają a ja jestem wolna. Poczułam, że więzy puszczają. Sama nie wiem jak to się stało, ale nie miałam czasu na zastanowienie musiałam znaleźć Jace. Skoro siłą wolni mogę rozerwać pęta to może uda mi się go odnaleźć. Dotknęłam dłonią podłogi i pomyślałam o nim. Zobaczyłam jak leży w jakimś pokoju cały pokrwawiony. Ujrzałam także drogę, którą muszę iść aby go odszukać. Było jednak kilka małych problemów. Po pierwsze musiałam się stąd wydostać. Po drugie korytarze patrolują strażnicy, więc niby jak nie mając broni ich pokonam. Na pewno mnie złapią, zawołają Lorenzia, a nie wiadomo co mu odbije. Podeszła do drzwi. Jedną dłonią dotknęłam ich, a drugą chwyciłam naszyjnik. Drzwi eksplodowały,a w mojej ręce pojawił się miecz.

Od razu do środka wpadł mężczyzna i rzucił się na mnie. Wbiłam mu nóż prosto w serce. Nie poczułam w sobie nic. A przecież powinnam, chociażby poczucie winy. Teraz miałam jednak postawiony cel - odnaleźć Jace. Biegłam tymi korytarzami, po drodze natykając się na jeszcze dwóch strażników. W końcu dotarłam do właściwych drzwi. Zobaczyłam go związanego i zakrwawionego, leżącego na podłodze. Wyglądał jak nie Jace.Podeszłam do niego.
- Jace nie martw się zaraz cię uwolnię i razem stąd uciekniemy.
- Klaudia....... - powiedział spojrzawszy na mnie.
- Tak - łzy napłynęły mi do oczy widząc go w takim stanie
- Uciekaj....... to........pu... puła.....pułapka
Wstałam i spojrzałam na niego. Gdy to zrobiłam poczułam jak ktoś wbija mi coś w plecy. Było dokładnie tak samo jak w jednym z moich snów. Ostrze noża przeszło na drugą stronę. Odwróciłam się i ujrzałam twarz Lorenzia.
- Oj nie grzeczna z ciebie dziewczynka Rosel, trzeba się słuchać swego pana.

************
Dawno mnie nie było, ale postaram się to nadrobić. Postaram się też napisać następny rozdział w sobotę żeby wam wynagrodzić ten stracony czas. Założyłam tez nowego bloga (tego nie usuwam) http://tadrugaja.blogspot.com/ ma on inny charakter niż ten. 
Pozdrawiam :*

PS. Macie tutaj piosenkę na pocieszenie https://www.youtube.com/watch?v=XgJFqVvb2Ws