poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Księga I Rozdział XVII czI

 Lorenzio wyciągnął nóż z mojego ciała. Kiedy zaczęłam się osuwać na bok, ktoś mnie złapał. To był Jace.
- Przegiąłeś koleś. Dobra zgadzam się na twoje warunki. Możesz ją wziąć tylko ją uratuj.
- Co.....co ..... co takiego? Jace......Ja.....ce co ty zrobiłeś?
- Ja ci wytłumaczę. Twój kochany Jace oddał cię mnie za swoje życie. Teraz już należysz do mnie.
- Dotrzymaj umowy.
- Już się robi wasza wysokość. 
Dotknął swoim telasem miejsca gdzie była rana i po chwili nie było po niej śladu. Kiedy byłam już cała, rzuciłam się na Jace.
- Jak mogłeś!? Sprzedałeś mnie, zdradziłeś, a ja ci ufałam - zaczęłam go dusić - Chciałam cię uratować, martwiłam się. A ty przy pierwszej lepszej okazji mnie oddałeś jak jakąś rzecz.
- Klaudia proszę..... - puściłam go - Ja tylko . -spoliczkowałam go nie miałam ochoty tego dłużej słuchać.
- Choć moja księżniczko, musimy się przygotować do drogi - powiedział do mnie Lorenzio
Poszłam z nim, to co zrobił Jace jeszcze do mnie nie dotarło. Ponownie zostałam zamknięta. Mieliśmy wyruszyć o świcie. Ja jednak nie mam zamiaru tutaj siedzieć i czekać. W końcu i tak mam zginąć, więc co to za różnica teraz czy później. Tak samo jak wcześniej wydostałam się tylko z tego pomieszczenia,  tym razem na zewnątrz. Zaczęłam biec przed siebie w nieznanym mi kierunku byle jak najdalej stąd. Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć. Kiedy uciekłam dostatecznie daleko, postanowiłam poszukać chwilowego schronienia. Znalazłam jakąś grotę i zaczęłam rozmyślać plan. Wygląda on mniej więcej tak: 1. Muszę zdobyć broń, w tym celu będę musiała dostać do kryjówki Jace 2. Przebrać się by zgubili mój trop 3. Spalić to miejsce - zemsta 4. Dostać się do pałacu. W teorii to jakoś wygląda, ale w praktyce już gorzej. Szłam dalej wierząc, że znajdę właściwą drogę. Po paru kilometrach ku mojemu zdziwieniu doszłam do celu. Zrobiłam trzy pierwsze punkty mojego planu. Czas udać się teraz w stronę miasta. Teraz jest na to jednak zbyt późno. Pójdę parę kilometrów i prześpię się.
************
Nad ranem ruszyłam w dalszą drogę. Do pałacu wejść jest jednak lepiej o zmroku. Przed porwaniem rozmawiałam z Jacem o zrobimy gdy się tam znajdziemy. W sali koronacyjnej znajduje się taki sam portal jak ten, którym się tu dostałam. Jest on jednak pilnie szczerzony. Nie wiem czy mi się uda, ale w ten sposób choć trochę przyniosę chlubę moim przodkom. Jedyne wejście znajduje się przez lochy. Po dokładnym obejrzeniu pałacu wiedziałam już gdzie się znajdują. Gdy się ściemniło weszłam do środka. Nie dało się tam oddychać. Przemierzające te korytarze, wydawało mi się jakbym tu już była. W celach siedzieli ludzie. Przyglądali mi się. Przechodząc obok jednej z nich, mój naszyjnik zabłyszczał. Spojrzałam na sąsiednią cele i zobaczyłam tam ...... moich rodziców. Rzuciłam się z łzami w oczach w ich stronę. Wyglądali tak jak ich zapamiętałam. Byli jednak mocno wychudzeni i mieli na sobie królewskie szaty.
- Mamo,tato!!! - objęłam ich przez kraty.
- Córeczko
*******
Rozdział z małym opóźnieniem ale jest. Bardzo przepraszam za jego długość Pozdrawiam :*

czwartek, 7 kwietnia 2016

Księga I Rozdział XVI Lorenzio/ Nowy blog

Miasto wyglądało przepięknie o tej porze dnia. Kiedy tak siedzieliśmy poczułam uderzenie w głowę.
****
Otworzyłam oczy, głowa mnie strasznie bolała. Miałam związane ręce. Znajdowałam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, prawdopodobnie w piwnicy, bo dało się wyczuć wilgoć.
- Jace, gdzie jesteś? Gdzie my jesteśmy? To element szkolenia?
- Witaj moja kochana księżniczko, stęskniłaś się za  mną? Tak dawno się nie widzieliśmy.
- Lorenzio, to ty?
- Tak moja kochana. Ostatnim razem jak się widzieliśmy to odeszłaś bez pożegnania.
- Gdzie ja jestem i gdzie jest Jace?
- Nie przejmuj się tym frajerem, teraz nareszcie jesteśmy razem. Jesteś u mnie w domu. Niedługo oddam cię Blaizowi, a kiedy odzyska naszyjnik to pojmę cię za żonę. A ten kretyn pójdzie siedzieć. Mam nadzieję, że z tobą pójdzie mi łatwiej niż z Holly.
 Podszedł do mnie, chwycił za twarz i pocałował.
- Dobranoc moja księżniczko.
Nie mam zamiaru zostawać jego żoną. Muszę odnaleźć też Jace i jakoś się stąd wydostać. Będę musiała uważać na Lorenzia, on jest nieobliczany. Tylko jak mam się wydostać się z tych więzów. Tym razem mnie przeszukali. Wtedy usłyszałam głos  w mojej głowie : ,, Skup się Klaudia, pomyśl o tym o chcesz zrobić'' Pomyślałam o tym, że liny się rozrywają a ja jestem wolna. Poczułam, że więzy puszczają. Sama nie wiem jak to się stało, ale nie miałam czasu na zastanowienie musiałam znaleźć Jace. Skoro siłą wolni mogę rozerwać pęta to może uda mi się go odnaleźć. Dotknęłam dłonią podłogi i pomyślałam o nim. Zobaczyłam jak leży w jakimś pokoju cały pokrwawiony. Ujrzałam także drogę, którą muszę iść aby go odszukać. Było jednak kilka małych problemów. Po pierwsze musiałam się stąd wydostać. Po drugie korytarze patrolują strażnicy, więc niby jak nie mając broni ich pokonam. Na pewno mnie złapią, zawołają Lorenzia, a nie wiadomo co mu odbije. Podeszła do drzwi. Jedną dłonią dotknęłam ich, a drugą chwyciłam naszyjnik. Drzwi eksplodowały,a w mojej ręce pojawił się miecz.

Od razu do środka wpadł mężczyzna i rzucił się na mnie. Wbiłam mu nóż prosto w serce. Nie poczułam w sobie nic. A przecież powinnam, chociażby poczucie winy. Teraz miałam jednak postawiony cel - odnaleźć Jace. Biegłam tymi korytarzami, po drodze natykając się na jeszcze dwóch strażników. W końcu dotarłam do właściwych drzwi. Zobaczyłam go związanego i zakrwawionego, leżącego na podłodze. Wyglądał jak nie Jace.Podeszłam do niego.
- Jace nie martw się zaraz cię uwolnię i razem stąd uciekniemy.
- Klaudia....... - powiedział spojrzawszy na mnie.
- Tak - łzy napłynęły mi do oczy widząc go w takim stanie
- Uciekaj....... to........pu... puła.....pułapka
Wstałam i spojrzałam na niego. Gdy to zrobiłam poczułam jak ktoś wbija mi coś w plecy. Było dokładnie tak samo jak w jednym z moich snów. Ostrze noża przeszło na drugą stronę. Odwróciłam się i ujrzałam twarz Lorenzia.
- Oj nie grzeczna z ciebie dziewczynka Rosel, trzeba się słuchać swego pana.

************
Dawno mnie nie było, ale postaram się to nadrobić. Postaram się też napisać następny rozdział w sobotę żeby wam wynagrodzić ten stracony czas. Założyłam tez nowego bloga (tego nie usuwam) http://tadrugaja.blogspot.com/ ma on inny charakter niż ten. 
Pozdrawiam :*

PS. Macie tutaj piosenkę na pocieszenie https://www.youtube.com/watch?v=XgJFqVvb2Ws

poniedziałek, 21 marca 2016

Przepraszam

Przepraszam, że nie było ostatnio rozdziału, ale jestem chora i nie bardzo mam siły na cokolwiek. Zrozumcie to proszę. Jak tylko wyzdrowieje od razu postaram się nadrobić ostatnie dni.
 Pozdrawiam :*

sobota, 5 marca 2016

Księga I Rozdział XV Szkolenie

Ubrania z poprzedniej nocy były całe poszarpane przez próbę uwolnienia. Podeszłam więc do szafy i wyjęłam jakieś ubrania Jace'a. Wszystko było jednak na mnie za duże. Wyszłam na zewnątrz. Było jeszcze wcześnie rano. Jace stał oparty pod drzewem. Kiedy do niego podchodziłam zaczął się śmiać.
- Zamknij się! Nie mam innych ubrań, a tamte nadają się tylko na szmaty - powiedziałam do niego.
- Przecież ja nic nie mówię - zaśmiał się. - Może za nim zaczniemy szkolenie, pójdziemy na zakupy. Musisz przecież jakoś wyglądać. Kupimy też Ci jakąś broń, bo każdy z nas musi mieć swoją własną. Jest ona wybierana indywidualnie dla każdego z nas. Dobra dosyć gadania. Pójdziemy pieszo i po drodze złapiemy stopa.
  
Szliśmy tak na moje oko z pół godziny. Jace szedł bardzo szybko i nie mogła za nim nadążyć. Doszliśmy do głównej drogi. Nie jechał żaden samochód ani autobus. Jace powiedział, że nie możemy jechać motorem, bo mogliby nas od razu złapać. Nikt się nie zatrzymał, więc doszliśmy do miasta pieszo. Teraz za dnia mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. Wszędzie były wysokie budynki ze szkła. Drzwi do mieszkań i sklepów były rozsuwane. Ludzie zaczęli wychodzić do pracy. Nie zwracali na nas uwagi. Traktowali mnie jak równą sobie. Czuła jednak jakby ktoś obserwował nas z góry. Doszliśmy do sklepu nad, którym wisiał szyld: ,, Her durum için kıyafetleri ''  co oznaczało : ,,Ubrania na każdą okazje '' . Gdy weszliśmy do środka przy ladzie stała kobieta o jasnych blond włosach. Uśmiechnęła się do nas i podeszła do Jace'a  i przywitała się z nim. Miała na imię Irmina. Jace powiedział, że ma poszukać dla mnie jakieś ubrania. Przyniosła mi praktycznie same sukienki, tylko dwie pary spodni i cztery T-shirty. Większość z tych ubrań była czerwona, część czarna. Według mnie nie potrzebowałam ich aż tyle, ale Jace się uparł, że mam mieć wszytko co wybierze mi Irmina. Kupiliśmy jeszcze parę par butów. Naszedł czas na kupno broni. Jace wybrał ją za mnie. Kiedy wracaliśmy do domu nadal czułam się obserwowana. 
*********
- Rozmawiałem z Holly, ona i twój chłopak czują się dobrze - powiedział Jace kiedy jedliśmy obiad.
- O kim ty mówisz, ja nie mam chłopaka.
- Chodzi mi o tego kolesia, który cię pocałował przed samym wejściem do portalu - wyglądał na smutnego.
- To Damian, mój przyjaciel.
- A on o tym wie - spytał
- Ale o co?
- No że jesteście przyjaciółmi.
- Raczej tak, ja go traktuje jak przyjaciela. Nie musisz być o mnie zazdrosny.
- Ja........ wcale nie jestem zazdrosny. Po prostu ma facet wyczucie czasu. Idę się przejść - powiedziawszy to odszedł.
Zostałam sama. Korzystając z jego nieobecności postanowiłam się ogarnąć. Przebrałam się w te nowe ciuchy. Jakoś nie pasował mi ten nowy styl. Włączyłam telewizor i szukałam czegoś ciekawego. Wtedy zobaczył na ekranie twarz swoją i Jace. Nad nami widniał napis : POSZUKIWANI. Prezenter mówił, że ktokolwiek nas zauważy ma natychmiast powiadomić króla. Pobiegłam powiadomić Jace. Siedział na kamieniu i nad czymś rozmyślał.
- Jace w wiadomościach mówili, że jesteśmy...
- Tak wiem właśnie dostałem informacje od moich ludzi. Chodźmy do środka.
Weszliśmy.
- Posłuchaj tak zastanawiałem się nad twoim szkoleniem. Powinno ono potrwać tak około 2 miesięcy. Masz szczęście jestem najlepszym wojownikiem w tym kraju.
- Dwa tygodnie??!!! Przecież ja nie mogę zostać tutaj tak długo. Co z moim życiem po drugiej stronie.
- Spokojnie u nas czas płynie inaczej. Nie starzejemy się tak szybko. Odpocznij kiedy będzie się ściemniać pokażę ci coś do zobaczenia.
**************
Minęło parę godzin. Ubrałam się w lepsze ubrania nie wiedziałam przecież co chce mi pokazać.
- Jesteś gotowa? 
- Tak możemy iść.
Szliśmy jakiś kawałek przez las. Doszliśmy do jakiegoś pagórka. Na jego szczycie czekały na nas kolacja z pięknym widokiem na miasto. Usiedliśmy na kocu i podziwiałam piękny widok. 
- Twój chłopak chyba nigdy nie przygotował ci czegoś takiego?
- I ty podobno wcale nie jesteś zazdrosny? - uśmiechnęłam się do niego.
- Nie no coś ty po prostu chciałem ci pokazać miasto nocą, żebyś poznała je z innej strony.
- Dziękuję - pocałowałam go w policzek - Jest pięknie - oparłam moją głowę o jego ramię.
Uśmiechnął się i objął mnie ramieniem.


**************************************
Taki romantyczny akcent na koniec. Mam do was małą prośbę jakbyście mogli to polecajcie bloga innym. Jest nas tu coraz mnie, a nie nie chciałabym likwidować bloga. Z góry dziękuję :). W komentarzach napiszcie czy rozdział się podobał. Pozdrawiam :*

sobota, 27 lutego 2016

Księga I Rozdział XIV Po drugiej stronie

-Żartujesz sobie?- spytałam.
- Widzę, że ktoś tu nie ma poczucia humoru- zaśmiał się - Dobra mała chodź musimy stąd spadać, bo zaraz przyjdzie tutaj straż.
- Okej, ale  nie mów na mnie mała, mam imię i brzmi one Klaudia - byłam zła. 
- Dobra Rosel nie marudź i chodź - chwycił mnie za rękę.
Zarumieniłam się, ale byłam na niego trochę zła. Pozwoliłam mu się prowadzić. Wszystkie budynki były szklane i bardzo wysokie. Całe to miasto wyglądało jak z przyszłości. Ludzie, których mijaliśmy wyglądali normalnie, byli tylko ubrani w czerwone rzeczy. Niektórzy obracali się za nami i przyglądali nam. Minęliśmy mężczyznę, który wyglądał mi na strażnika. Zawołał swojego kolegę i zaczęli podążać za nami.
- Musimy biec, dwie ulice dalej powinien być motor, który kiedyś tam zostawiłem. Dotrzemy nim na obrzeża miasta. 



Wsiedliśmy na niego.
- Umiesz go prowadzić?- spytałam
- Tak mniej więcej, to  mój drugi raz jak go prowadzę.
- Świetnie, słuchaj  mogę cię no wiesz objąć. Jeszcze nigdy nie jechałam motorem. 
- Pewnie - uśmiechnął się - trzymaj się.
Ruszyliśmy. Była już noc, miasto wyglądało przepięknie. Przytuliłam się mocniej do Jace'a. Przy  nim zapomniałam o tym co się dzieje. Zamknęłam oczy i czekałam aż dotrzemy na miejsce. Dotarliśmy to lasu. Szliśmy przez niego jakąś chwile. Doszliśmy do dwóch drzew tworzących łuk. Jace powiedział, że to przejście do jego kryjówki. Po drugiej stronie znajdowało się coś w rodzaju pokoju. Na ścianach wisiała broń, pod ścianą stało łóżko, a przed nim stało coś w rodzaju telewizora. Był jeszcze komputer. Stanęłam na środku i nie wiedziałam co robić dalej.
- Siadaj musimy pogadać. Słyszałem, że chcesz się poddać Rosel.
- Chcę mieć po prostu mieć normalne życie. Już coś ci mówiła o moim imieniu.
- Dobra Klaudia chociaż i tak będę na ciebie mówił Rosel. Jest już późno, jeśli dotkniesz tamtego miecza to otworzą się drzwi do łazienki. Ja w tym czasie przygotuję posłanie.
Spojrzałam na łóżko, a potem na niego.
- Nie martw się, nie będziemy spać razem jeśli o to ci chodzi. Chociaż to by było ciekawe. Ty będziesz w nim spała, ja na materacu. Przebież się w którąś z moich koszulek. Jutro czeka nas ciężki dzień.
Kładąc się myślałam o przyjaciołach którzy zostali w tamtym świecie. O tym co zrobił Damian. Czy to było to o co mu chodziło przez ostatnie miesiące. Wtedy kiedy poszliśmy do kina to według niego była randka. Dlatego się obraził, że go tam zostawiłam. On musiał się we mnie zakochać. Ale ja sama nie wiem co do niego czuję. Traktuje go jak przyjaciela. Nigdy nie myślałam o nim inaczej. Boję się o tym z nim rozmawiać, bo przecież na pewno nadejdzie taki moment, że będziemy musieli sobie wszystko wyjaśnić. Jest jeszcze Jace. Jest całkiem inny niż Damian. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jace'a jak dotyka mojego policzka.
- Co ty robisz?
- Nic, nie ważne - zrobił się cały czerwony.
- Musimy zmienić kolor twojego naszyjnika na czerwony, podaj mi go - usiadł koło mnie na łóżku. 
- Ale to go nie zniszczy? - zdjęłam go i dałam mu. 
- Nie damy mu tylko coś w rodzaju powłoki, która zmieni mu chwilowo kolor.
 Dotknął swoim telasem klejnot, a on zmienił swoją barwę.
- Odwróć się zapnę ci go.
Odgarnęłam włosy. Jego palce były zimne. Kiedy się odwróciłam nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę. Jednak po chwili ją zabrał i wstał.
- Ubierz się musisz zacząć szkolenie zanim pójdziemy do pałacu i odwiedzisz swojego wuja. Czekam na zewnątrz.
**************
Rozdziały nie jest zbyt długi chociaż się starałam. Staram się wrócić do formy po tamtej przerwie. Romantycznie było miejscami. Napiszcie czy taki klimat się wam podoba. Następny rozdział  mniej więcej o tej samej porze za tydzień. Pozdrawiam :*


niedziela, 21 lutego 2016

Księga I Rozdział XIII Pułapka

O osiemnastej byłyśmy już gotowe z Holly do wyjazdu. Autobus miał przyjechać za pół godziny. Spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy. 
- Będę czekać na dworze - powiedziałam do Holly. 
Pożegnałam się z Grace i wyszłam. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam przed sobą Ewę i Damiana. Przyjaciółka rzuciła mi się w ramiona.
- Przepraszam, nie wiem co mi się wtedy stało. Wybacz mi- powiedziała.
- Dobrze wybaczam ci, ale co wy tu robicie?
- Holly zadzwoniła do Ewy i powiedziała co planujesz. Postanowiliśmy iść z wami. Dalej gdzie ta Holly mamy mało czasu - odpowiedział Damian.
- Już jestem możemy iść.
Jechaliśmy tak z pół godziny. Holly poprosiła kierowcę żeby się zatrzymał na jakimś polu. Dalej szliśmy pieszo. Wyciągnęła z torby broń i podała każdemu z nas. Powiedziała, że to w razie czego. Skręciliśmy w leśną dróżkę. Dotarliśmy do mojego rodzinnego domu. Był odkładnie taki jaki go zapamiętałam, tylko trochę zaniedbany. Mały z drewnianymi okiennicami, wcześniej był biały teraz zrobił się szary.
- Musimy uważać dom może być obserwowany. Idźcie za mną i bądźcie czujni. Klaudia pamiętasz gdzie jest sypialnia twoich rodziców?
- Chyba gdzieś na górze, chodźmy.
Weszliśmy do środka, Damian zapalił latarkę. Nagle wszędzie zapaliły się światła. Usłyszałam czyjś śmiech. Pojawili się jacyś ludzie. Nie mieli oczu, a w dłoniach dzierżyli broń. Wtedy pojawił się wysoki chłopak o blond włosach. Uśmiechał się do nas szyderczo.
- Jesteś taka przewidywalna Holly. Widzę, że przyprowadziłaś przyjaciół.
Podszedł do nas i się przyglądał nam. 
- Zawiązać ich. Kogo my tu mamy. No proszę, proszę  Rosel. Miło mi wiedzieć waszą wysokość - zaśmiał się - Mój pan się ucieszy. Może pozwoli nam nawet zostawić nasze łupy wojenne.
Podszedł do mnie i dotknął ręką mojej twarzy. Zaczął mnie oglądać.
- Zostaw ją - krzyknął Damian - nie dotykaj jej.
- Cicho siedź Romeo od siedmiu boleści. Nie potrafisz nawet zadbać o własną dziewczynę.
- Ona nie jest moją dziewczyną tylko przyjaciółką.
- Zostaw ich Lorencio. Zostaw nas wszystkich - powiedziała Holly.
- Niestety nie ma tak dobrze. Jutro rano przejdziemy na drugą stronę. A teraz życzę wam dobrej nocy. Dobranoc Rosel.
Jego słudzy zaprowadzili nas do mojego dawnego pokoju. Siedzieliśmy w ciszy.
Jeden z tych potworów siedział z nami w pokoju żeby nas pilnować. 
- Przepraszam was to moja wina. Nie powinnam wam pozwalać tu przychodzić - w końcu odezwałam się jako pierwsza.
- Musimy się stąd wydostać inaczej zabiją Ewę i Damiana, a nas wyślą na drugą stronę - powiedziała Holly - sypialnia twoich rodziców jest po drugiej stronie. Pokój będzie obstawiony, więc musimy jakoś pozbyć się strażników. Możliwe, że portal jest w szafie. Musisz go aktywować. Włożysz telas w otwór obok. Wtedy on się włączy. Gdy tylko zacznie świecić wejdź do niego. Ja zajmę się Lorencio. Ewa i Damian uciekajcie.
- Nie chciałabym ci przeszkadzać w układaniu planu - powiedziała Ewa -  Ale zapomniałaś o jednej ważnej rzeczy. 
- Jakiej? Wszystko dobrze zaplanowałam.
- Najpierw musimy się uwolnić z tych więzów. 
- No tak faktycznie. Klaudia wyciągnij mój telas jest w moim bucie. Ci głupcy nie przeszukali nas.
- Nie wiem czy bym chciała. - podałam jej telas - Holly skąd znasz Lorencia?
- Cóż kiedyś byliśmy tak jakby parą, ale nie chcę o tym mówić, zbierajmy się.
 W swoich butach Holly miała ukrytą jeszcze jakąś broń. Kiedy odtworzyliśmy drzwi pokoju od razu rzuciła się na potwory. Starałam się jej pomóc, ale nie umiem walczyć. Zabiłam jednego. Damian otworzył drzwi i weszliśmy do środka.  Starali się zabarykadować drzwi. Podbiegłam do szafy i zobaczyłam w niej wielkie lustro. Chyba je już gdzieś widziałam. Zrobiłam to co mi kazała Holly. Lustro zaczęło przybierać niebieską barwę. 
- Po drugiej stronie będzie czekać na ciebie Jace.
Miałam już wejść kiedy podszedł do mnie Damian.
- Uważaj na siebie - pocałował mnie.
Staliśmy tak chwilę aż nie wepchnął mnie do środka.
***********
Czułam się jakbym leciała. Wszędzie było ciemno. Po chwili poczułam, że na coś wpadłam. To był ten sam chłopak, który do mnie pisał i który mi się przyglądał. To był Jace, brat Holly.
- Rozumiem, że  jestem przystojny i dziewczyny na mnie lecą, ale nie musisz tego brać dosłownie. 
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
- Witaj Rosel w naszym świecie.
***************************************************
Jestem, wróciłam i nie zamierzam odchodzić. Wena wróciła, więc rozdziały będą. Ten jest dłuższy w porównaniu do poprzedniego. Następny pojawi się w sobotę albo wcześniej zależy jak z czasem. Pozdrawiam :*

niedziela, 7 lutego 2016

Księga I Rozdział XII

Zastanawiam się czy dobrze robię. Jednak już podjęłam decyzje i nie mogę się z niej wycofać. Przez te sytuacje zaczęłam opuszczać szkołę. Zaczęło to się odbijać na moich ocenach i sytuacji w domu. Ciotka była na mnie wściekła. Powiedziała, że jeśli nie zmienię swojego zachowania to nie mam po co wracać do domu, ponieważ ona nie ma zamiaru brać odpowiedzialność za moje życie. Tak po paru minutach wymiany zdań wyszło, że muszę się wyprowadzić. Mogę wrócić jak wrócę po rozum do głowy. Wszystko było by nawet ok gdyby nie to, że wyrzuciła mnie w nocy. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy, bo nie było ich dużo i wyszłam. Nie wiedziałam co mam teraz ze sobą zrobić. Zadzwoniłam do Ewy, ale nie odbierała. Nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić do Holly. Opowiedziałam jej o tym co się stało. Zaproponowała mi nocleg. Jak się okazało sypiała w jednym z hosteli. Czekała na mnie na parkingu i zaprowadziła do pokoju. Nie pytała o szczegóły, tylko od razu poszłyśmy spać. Kiedy się obudziłam Holly czekała na mnie ze śniadaniem. Cały czas mi się przyglądała, ale nie powiedziała nic. Dopiero gdy skończyła powiedziała, że jak zjem to pójdziemy odwiedzić tą panią co wczoraj. Poszłam się umyć. Wyszłam po ubrania i zobaczyłam, że na moim łóżku leżą jakieś inne ubrania. Były to czarne rurki, czarny top i krótką czarną kurtkę. Leżały tam też wysokie czarne buty. Holly powiedziała żebym się w to ubrała. Pojechałyśmy na miejsce taksówką, przyjaciółka nadal się nie odzywała. Tym razem weszłyśmy do środka od zaplecza. Wydawało mi się, że sklepik jest bardzo mały, tymczasem pomieszczenie do którego weszłyśmy było wielkości mojego salonu.
- Tutaj możemy porozmawiać. Tam było to niebezpieczne. To za sprawą magii to pomieszczenie jest takie duże- powiedziała Holly
- Ale dlaczego na zewnątrz jest niebezpiecznie?
- Odkąd zerwałam umowę z Blaisem jestem poszukiwana przez jego ludzi.
- Co to była za umowa?
- Zabicie cię i zabranie kryształu.
- Co takiego!!! Żartujesz sobie? - wykrzyczałam
- Niestety nie. Wybacz mi proszę. Po paru rozmowach z tobą zrozumiałam, że nie mogę tego zrobić. 
- I ja mam ci wierzyć, po tym co mi powiedziałaś?
- Musisz, mówię prawdę, a teraz chodźmy.
Holly odtworzyła drzwi znajdujące się po jej prawej stronie. Za nimi znajdowały się schody, które prowadziły do piwnicy. Kiedy zeszłyśmy na dół, zobaczyłam, że przy stole siedzi Grace (takie imię mi się kojarzy z tą staruszką). Przed nią leżały mapy. To była mapa jakiegoś miasta.
- Dobrze, że jesteście musimy ustalić szczegóły przejścia Rosel na drugą stronę.
To plan twojego rodzinnego miasta. Portal do przejścia znajduje się w twoim domu. Ja też mam swój, ale mogliby go od razu namierzyć. A tamten zabezpieczał twój ojciec, więc nie ma mowy by go wykryli. Musicie  tam się tylko dostać. Znajduje się on w ich sypialni za szafą. Holly wie jak go uruchomić. Ktoś po drugiej stronie będzie musiał na ciebie czekać. Czy rozmawiałaś już z kimś w tej sprawie? - zwróciła się w stronę Holly.
- Ta wszystko załatwione.
- Dobrze, czyli wszystko mamy gotowe. Musicie jeszcze pamiętać, że kiedy będziecie się zbliżać do domu to musicie uważać, bo może byś obstawiony. Teleportujecie się jutro nad ranem. Holly możesz nas zostawić na chwilę same.
- Dobrze pani - skinęła głową i odeszła.
Grace podeszła do półki i wzięła z niej album ze zdjęciami.
- Pokaże ci coś. - otworzyła go i na pierwszej stronie zobaczyłam małego chłopca w za dużej szacie - To twój ojciec gdy był mały. Dalej mam twoim rodziców w trakcie ślubu na naszej planecie. A tutaj małą ciebie - na zdjęciu był mój tata obejmującego moją mamę, która ma mnie na rękach.
Po policzku popłynęła mi łza.
-Czy jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
- Mam wątpliwości, ale wydaje mi się, że tak będzie lepiej - zamknęłam album i wyszłam.
Na górze Holly oglądała jakąś gazetę. Usiadłam na kanapie obok niej. Odblokowałam telefon i zobaczyłam dużo nieodebranych połączeń. Część od ciotki, a część od Ewy i Damiana. Wyłączyłam go całkowicie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Podeszłam do radia i włączyłam radio. Muszę się jakoś zrelaksować  by nie myśleć o jutrze.
***********
Rozdział jest, ale krótki. Po prostu z weną u mnie nie ciekawie. Następny rozdział będzie najpóźniej za dwa tygodnie. Może wcześniej wpadnie mi coś do głowy. Pozdrawiam :*

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Księga I Rozdział XI

Oczami Klaudii:
Odłożyłam długopis i odsunęłam się od biurka. Już pobudził moją ciekawość. Muszę się zastanowić co robić. Siedziałam tak chwilę i oglądałam naszyjnik. To przez niego moje życie się zmieniło. Wzięłam telefon i wykręciłam numer do Holly. Postanowiłam jej nie mówić o mojej '' rozmowie'' z jej bratem. 
- Cześć Holly przeszkadzam? 
- Nie, co jest?
- Mam do ciebie pytanie - byłam nieco zdenerwowana - czy jeśli mój wuj dostałby jakoś mój naszyjnik to dałby mi spokój?

- Raczej tak, chociaż nie jestem pewna on jest nieprzewidywalny. Klaudia co ty chcesz zrobić?
- To wszystko co chciałam wiedzieć, pa.
- Klaudia czekaj...
Rozłączyłam się. Nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się, a w nich stała Holly. Wystraszyłam się na jej widok.
- Dziewczyno, co ty chcesz zrobić?
- Muszę dostać się do Kirimizi, pomożesz mi?
- Chyba zwariowałaś? Po co, chcesz żeby cię zabił?
- Porozmawiam z nim może się dogadamy, a jak nie to w ostateczności oddam mu naszyjnik.
- Klaudia przyznaj się, brałaś coś?
- Nie no co ty. Po prostu mam tego dość. Przyjaciele się ode mnie powoli odwracają. Na każdym kroku ktoś chcę mnie zabić. Ja już tego nie wytrzymuje psychicznie. Oddam mu go i będę miała problem z głowy.
- Ale on właśnie chce żebyś się tak czuła. W ten sposób łatwiej nad tobą zawładnie. Przemyśl to proszę - spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
- Już podjęłam decyzję. Pomożesz mi czym mam sobie radzić sama?
- Widzę, że cię nie przekonam. Dobra pomogę ci. Spotkamy się jutro przed twoim domem. Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałam jej.
********
Po raz pierwszy, od czasu kiedy mieszkam z ciotką, opuściłam szkołę. Nawet gdy byłam chora i źle się czułam musiałam do niej iść. Chyba, że ledwo co trzymałam się na nogach to wtedy mogłam zostać w domu. Holly stała pod bramą. Była ubrana cała na czarno, a na głowie miała kaptur.
- Czemu się tak ubrałaś?
- Nie mamy czasu chodź - odpowiedziała i chwyciła mnie za rękę.
Szłyśmy ciemnymi uliczkami aż dotarłyśmy do małego sklepiku '' Kamienie szlachetne''. Ciekawe kto robi zakupy w takim miejscu. Widać było, że mało kto bywa w tym miejscu.
- Lig Azul mhaireann go deo -powiedziała Holly wchodząc do środka.
Na spotkanie wyszła nam starsza pani. Ta sama, którą widziałam wczoraj.
-  Lig Azul mhaireann go deo - odpowiedziała nam - co was tu sprowadza Holly i Rosel?
- Rosel chce się dostać na drugą stronę.
- Rozumiem, że nie zmienisz zdania. To jedna z tych cech, którą odziedziczyłaś po ojcu.
- Skąd pani to wszystko...
Uciszyła mnie ręką. Zaprowadziła nas do sąsiedniego pokoju. Wskazała nam miejsce przy stole.
- Dzisiaj dam ci tylko prezent od twojego ojca. Miałaś go dostać na swoje urodziny.
- Dzisiaj je mam.
- O !! Wszystkiego najlepszego Rosel. Zaraz po niego pójdę - wyszła.
- Nie wiedziałam, że masz dzisiaj urodziny.
- Jakoś ich nie świętuje. Dlaczego ona mówi do mnie Rosel?
- Bo pod takim imieniem zna się większość. Idzie.
Położyła na stolę podłużny kryształ.



- To telas. Coś jak różdżka, lecz ma większą moc.Może m.in. służyć do komunikacji. Twój jest niebieski tak jak twój naszyjnik.
- Dziękuje.
- Teraz idźcie zaraz będą tu patrole Nieczystych, więc lepiej się pospieszcie.

Oczami Holly
Gdy dotarłam do mojego motelu, wzięłam mój telas i przyłożyłam do ściany i natychmiast pojawiła się twarz mojego brata.
- Nie śpieszyłaś się z próbą kontaktu ze mną. Domyślam się, że coś idzie nie tak- odpowiedział mój brat.
- Klaudia najprawdopodobniej dostanie się do naszego świata. Jeśli jej się uda będziesz musiał wybić jej ten pomysł z głowy. A i jeszcze jedno zaopiekuj się nią.
- Z przyjemnością. Już to robię od pewnego czasu.
************* 
Nareszcie mam ferie, a co za tym idzie mam wolne, więc i czas żeby pisać. Muszę też nadrobić wasze blogi. Pozdrawiam :*

niedziela, 10 stycznia 2016

Księga I Rozdział X

Obudziłam chwilę przed trzecią. Dalej miałam wrażenie, że on tu jest. Jestem pewna, że to był Jace. Ale jak on się tu dostał. Przecież Holly mówiła, że jest to niemożliwe. Ten napis : '' ZOBACZYSZ NIE MARTW SIĘ''. Niby jak? Starałam się o tym nie myśleć. Poszłam zrobić śniadanie. Wzięłam kubek z kawą i wyszłam usiąść na ławce przed domem. Gdy tak siedziałam byłam wściekła na siebie, nie mogłam o nim zapomnieć. Jestem ciekawa jak on wygląda. Czy rzeczywiście jest taki przystojny jak mówi Holly. A jeśli o to mu chodzi? Chce żebym o nim myślała. Muszę przestać. Może jednak najpierw wypytam dokładnie Holly. Nie, muszę się ogarnąć. Weszłam do kuchni, a tam zastałam Amandę. Co jest dziwne, bo ona o tej godzinie zazwyczaj nie wstaje. Piła kawę, którą chyba po raz pierwszy zrobiła. Podałam jej kanapki i usiadłam na przeciwko.
- Kto to Jace? - spytała.
Zakrztusiłam się kawą. Skąd ona mogła to wiedzieć. Czyżby podsłuchała moją rozmowę z Holly?
- Nikt, a czemu pytasz?

- Chyba jednak nie jest nikim, bo gadasz o nim przez sen - uśmiechnęła się do mnie - i kiedy o nim wspomniałam to się zarumieniłaś. Kim jest? To jakiś nowy chłopak w szkole, bo nie kojarzę?
- Nikt, taki ktoś nie istnieje!!- niemal to wykrzyknęłam -  Musiało ci się coś przesłyszeć. Idę się ubrać, a potem do parku przekaż to ciotce.
- Nie jestem twoją służącą. 
Wzięłam kartkę i długopis leżące na stole i napisałam informacje dla ciotki.
- Narka - rzuciłam w stronę kuzynki.  
Napisałam do Ew czy możemy spotkać się w parku. Zgodziła się. Gdy szłam po torbę, na kartce obok widniał napis : '' Nie wolno kłamać Klaudia''. Mam tego dość. Zgniotłam ją i wyrzuciłam do kosza. Na czystej napisałam: '' Daj mi spokój''. Wątpię czy to miało sens, ale zawsze warto spróbować. 
*********
Na ławce czekała już na mnie przyjaciółka i DAMIAN!!!. Po co go tu wołała? Akurat ten temat nie dotyczy jego.

- Hej, Damian mam do ciebie prośbę mógłbyś zostawić nas na chwilę same. Fajnie, że jesteś ale wolę to powiedzieć tylko Ewie.
- No dobra, pójdę po jakieś przekąski.
Kiedy odszedł trochę daleko zdałam mojej przyjaciółce relacje z wczorajszych wydarzeń. 
- Czym ty się przejmujesz? Przecież Holly ci powiedziała, że to niemożliwe. Może to Blaise próbuje na ciebie wpłynąć.
- Czy ty mnie słuchasz on był w moim pokoju? Jestem tego pewna, ale raczej tak? A jak on mi coś zrobi?
- Uspokój się to nie możliwe. A zresztą pogadaj o tym z Holly. Ona powie ci co masz zrobić, skończmy ten temat idzie Damian, a chyba nie chcesz żeby się o tym dowiedział. 
Nie poznawałam Ewy. Nie pamiętam by kiedykolwiek tak mówiła. Wstałam i odeszłam od nich. Ewa i Damian zaczęli krzyczeć w moją stronę co się stało i żebym wracała. Przyśpieszyłam kroku, a kiedy usłyszałam, że ktoś biegnie w moją stronę sama zaczęłam biec. Dobiegłam do najbliższego przystanku i odjechałam. Wysiadłam dopiero na trzecim by być jak jak najdalej od nich. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Jakoś czułam, że tak trzeba. Szłam w stronę domu, postanowiłam wejść od ogrodu bo na pewno by na mnie czekali. Nie spieszyłam się. Myślałam nad tym dlaczego akurat mnie to spotkało. Czy nie mogłam mieć normalnego życia. Prędzej czy później będę musiała stawić czoło wujowi. Chyba, że on mnie wcześniej zabije. Mam już tego dość. Usiadłam na murku i zaczęłam po cichu płakać (ostatnio jakaś beksa ze mnie XD). Wtedy poczułam jak ktoś kładzie rękę na moje ramię.
- Wszystko dobrze Rosel Nori?
Ahne to moje drugie imię.
- Tak wszystko dobrze -odpowiedziałam
 Po chwili dotarło do mnie, że coś musi być nie tak. Przecież nikt nie wie jak mam na drugie imię. Wstałam i zobaczyłam przed sobą starszą kobietę.
- Nie bój się mnie ja tylko...
Nie uwierzyłam jej i zaczęłam uciekać. To kolejny dziwne zdarzenie. Weszłam do domu i od razu poszłam do siebie. Wskoczyłam na materac i zamknęłam oczy, próbowałam się odprężyć. Leżałam tak chwilę. Usłyszałam ruch kartek. Podniosłam się i podeszłam do biurka. Na kartce obok mojej wiadomości było napisane : '' Nie poddawaj się to dopiero początek. Ja staram się ci pomóc.''.
'' Denerwując mnie?'' - odpisałam
Za chwilę pojawiła się odpowiedź
'' Nie, pobudzając w tobie ciekawość ''
Teraz na pewno nie zwariowałam.
****************
Jest rozdział jakby były jakieś błędy to mnie poprawcie. Dobranoc i pozdrawiam :*
PS. W komentarzach piszcie mi linki do waszych blogów bo trochę się pogubiłam :)