poniedziałek, 18 stycznia 2016

Księga I Rozdział XI

Oczami Klaudii:
Odłożyłam długopis i odsunęłam się od biurka. Już pobudził moją ciekawość. Muszę się zastanowić co robić. Siedziałam tak chwilę i oglądałam naszyjnik. To przez niego moje życie się zmieniło. Wzięłam telefon i wykręciłam numer do Holly. Postanowiłam jej nie mówić o mojej '' rozmowie'' z jej bratem. 
- Cześć Holly przeszkadzam? 
- Nie, co jest?
- Mam do ciebie pytanie - byłam nieco zdenerwowana - czy jeśli mój wuj dostałby jakoś mój naszyjnik to dałby mi spokój?

- Raczej tak, chociaż nie jestem pewna on jest nieprzewidywalny. Klaudia co ty chcesz zrobić?
- To wszystko co chciałam wiedzieć, pa.
- Klaudia czekaj...
Rozłączyłam się. Nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się, a w nich stała Holly. Wystraszyłam się na jej widok.
- Dziewczyno, co ty chcesz zrobić?
- Muszę dostać się do Kirimizi, pomożesz mi?
- Chyba zwariowałaś? Po co, chcesz żeby cię zabił?
- Porozmawiam z nim może się dogadamy, a jak nie to w ostateczności oddam mu naszyjnik.
- Klaudia przyznaj się, brałaś coś?
- Nie no co ty. Po prostu mam tego dość. Przyjaciele się ode mnie powoli odwracają. Na każdym kroku ktoś chcę mnie zabić. Ja już tego nie wytrzymuje psychicznie. Oddam mu go i będę miała problem z głowy.
- Ale on właśnie chce żebyś się tak czuła. W ten sposób łatwiej nad tobą zawładnie. Przemyśl to proszę - spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
- Już podjęłam decyzję. Pomożesz mi czym mam sobie radzić sama?
- Widzę, że cię nie przekonam. Dobra pomogę ci. Spotkamy się jutro przed twoim domem. Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałam jej.
********
Po raz pierwszy, od czasu kiedy mieszkam z ciotką, opuściłam szkołę. Nawet gdy byłam chora i źle się czułam musiałam do niej iść. Chyba, że ledwo co trzymałam się na nogach to wtedy mogłam zostać w domu. Holly stała pod bramą. Była ubrana cała na czarno, a na głowie miała kaptur.
- Czemu się tak ubrałaś?
- Nie mamy czasu chodź - odpowiedziała i chwyciła mnie za rękę.
Szłyśmy ciemnymi uliczkami aż dotarłyśmy do małego sklepiku '' Kamienie szlachetne''. Ciekawe kto robi zakupy w takim miejscu. Widać było, że mało kto bywa w tym miejscu.
- Lig Azul mhaireann go deo -powiedziała Holly wchodząc do środka.
Na spotkanie wyszła nam starsza pani. Ta sama, którą widziałam wczoraj.
-  Lig Azul mhaireann go deo - odpowiedziała nam - co was tu sprowadza Holly i Rosel?
- Rosel chce się dostać na drugą stronę.
- Rozumiem, że nie zmienisz zdania. To jedna z tych cech, którą odziedziczyłaś po ojcu.
- Skąd pani to wszystko...
Uciszyła mnie ręką. Zaprowadziła nas do sąsiedniego pokoju. Wskazała nam miejsce przy stole.
- Dzisiaj dam ci tylko prezent od twojego ojca. Miałaś go dostać na swoje urodziny.
- Dzisiaj je mam.
- O !! Wszystkiego najlepszego Rosel. Zaraz po niego pójdę - wyszła.
- Nie wiedziałam, że masz dzisiaj urodziny.
- Jakoś ich nie świętuje. Dlaczego ona mówi do mnie Rosel?
- Bo pod takim imieniem zna się większość. Idzie.
Położyła na stolę podłużny kryształ.



- To telas. Coś jak różdżka, lecz ma większą moc.Może m.in. służyć do komunikacji. Twój jest niebieski tak jak twój naszyjnik.
- Dziękuje.
- Teraz idźcie zaraz będą tu patrole Nieczystych, więc lepiej się pospieszcie.

Oczami Holly
Gdy dotarłam do mojego motelu, wzięłam mój telas i przyłożyłam do ściany i natychmiast pojawiła się twarz mojego brata.
- Nie śpieszyłaś się z próbą kontaktu ze mną. Domyślam się, że coś idzie nie tak- odpowiedział mój brat.
- Klaudia najprawdopodobniej dostanie się do naszego świata. Jeśli jej się uda będziesz musiał wybić jej ten pomysł z głowy. A i jeszcze jedno zaopiekuj się nią.
- Z przyjemnością. Już to robię od pewnego czasu.
************* 
Nareszcie mam ferie, a co za tym idzie mam wolne, więc i czas żeby pisać. Muszę też nadrobić wasze blogi. Pozdrawiam :*

niedziela, 10 stycznia 2016

Księga I Rozdział X

Obudziłam chwilę przed trzecią. Dalej miałam wrażenie, że on tu jest. Jestem pewna, że to był Jace. Ale jak on się tu dostał. Przecież Holly mówiła, że jest to niemożliwe. Ten napis : '' ZOBACZYSZ NIE MARTW SIĘ''. Niby jak? Starałam się o tym nie myśleć. Poszłam zrobić śniadanie. Wzięłam kubek z kawą i wyszłam usiąść na ławce przed domem. Gdy tak siedziałam byłam wściekła na siebie, nie mogłam o nim zapomnieć. Jestem ciekawa jak on wygląda. Czy rzeczywiście jest taki przystojny jak mówi Holly. A jeśli o to mu chodzi? Chce żebym o nim myślała. Muszę przestać. Może jednak najpierw wypytam dokładnie Holly. Nie, muszę się ogarnąć. Weszłam do kuchni, a tam zastałam Amandę. Co jest dziwne, bo ona o tej godzinie zazwyczaj nie wstaje. Piła kawę, którą chyba po raz pierwszy zrobiła. Podałam jej kanapki i usiadłam na przeciwko.
- Kto to Jace? - spytała.
Zakrztusiłam się kawą. Skąd ona mogła to wiedzieć. Czyżby podsłuchała moją rozmowę z Holly?
- Nikt, a czemu pytasz?

- Chyba jednak nie jest nikim, bo gadasz o nim przez sen - uśmiechnęła się do mnie - i kiedy o nim wspomniałam to się zarumieniłaś. Kim jest? To jakiś nowy chłopak w szkole, bo nie kojarzę?
- Nikt, taki ktoś nie istnieje!!- niemal to wykrzyknęłam -  Musiało ci się coś przesłyszeć. Idę się ubrać, a potem do parku przekaż to ciotce.
- Nie jestem twoją służącą. 
Wzięłam kartkę i długopis leżące na stole i napisałam informacje dla ciotki.
- Narka - rzuciłam w stronę kuzynki.  
Napisałam do Ew czy możemy spotkać się w parku. Zgodziła się. Gdy szłam po torbę, na kartce obok widniał napis : '' Nie wolno kłamać Klaudia''. Mam tego dość. Zgniotłam ją i wyrzuciłam do kosza. Na czystej napisałam: '' Daj mi spokój''. Wątpię czy to miało sens, ale zawsze warto spróbować. 
*********
Na ławce czekała już na mnie przyjaciółka i DAMIAN!!!. Po co go tu wołała? Akurat ten temat nie dotyczy jego.

- Hej, Damian mam do ciebie prośbę mógłbyś zostawić nas na chwilę same. Fajnie, że jesteś ale wolę to powiedzieć tylko Ewie.
- No dobra, pójdę po jakieś przekąski.
Kiedy odszedł trochę daleko zdałam mojej przyjaciółce relacje z wczorajszych wydarzeń. 
- Czym ty się przejmujesz? Przecież Holly ci powiedziała, że to niemożliwe. Może to Blaise próbuje na ciebie wpłynąć.
- Czy ty mnie słuchasz on był w moim pokoju? Jestem tego pewna, ale raczej tak? A jak on mi coś zrobi?
- Uspokój się to nie możliwe. A zresztą pogadaj o tym z Holly. Ona powie ci co masz zrobić, skończmy ten temat idzie Damian, a chyba nie chcesz żeby się o tym dowiedział. 
Nie poznawałam Ewy. Nie pamiętam by kiedykolwiek tak mówiła. Wstałam i odeszłam od nich. Ewa i Damian zaczęli krzyczeć w moją stronę co się stało i żebym wracała. Przyśpieszyłam kroku, a kiedy usłyszałam, że ktoś biegnie w moją stronę sama zaczęłam biec. Dobiegłam do najbliższego przystanku i odjechałam. Wysiadłam dopiero na trzecim by być jak jak najdalej od nich. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Jakoś czułam, że tak trzeba. Szłam w stronę domu, postanowiłam wejść od ogrodu bo na pewno by na mnie czekali. Nie spieszyłam się. Myślałam nad tym dlaczego akurat mnie to spotkało. Czy nie mogłam mieć normalnego życia. Prędzej czy później będę musiała stawić czoło wujowi. Chyba, że on mnie wcześniej zabije. Mam już tego dość. Usiadłam na murku i zaczęłam po cichu płakać (ostatnio jakaś beksa ze mnie XD). Wtedy poczułam jak ktoś kładzie rękę na moje ramię.
- Wszystko dobrze Rosel Nori?
Ahne to moje drugie imię.
- Tak wszystko dobrze -odpowiedziałam
 Po chwili dotarło do mnie, że coś musi być nie tak. Przecież nikt nie wie jak mam na drugie imię. Wstałam i zobaczyłam przed sobą starszą kobietę.
- Nie bój się mnie ja tylko...
Nie uwierzyłam jej i zaczęłam uciekać. To kolejny dziwne zdarzenie. Weszłam do domu i od razu poszłam do siebie. Wskoczyłam na materac i zamknęłam oczy, próbowałam się odprężyć. Leżałam tak chwilę. Usłyszałam ruch kartek. Podniosłam się i podeszłam do biurka. Na kartce obok mojej wiadomości było napisane : '' Nie poddawaj się to dopiero początek. Ja staram się ci pomóc.''.
'' Denerwując mnie?'' - odpisałam
Za chwilę pojawiła się odpowiedź
'' Nie, pobudzając w tobie ciekawość ''
Teraz na pewno nie zwariowałam.
****************
Jest rozdział jakby były jakieś błędy to mnie poprawcie. Dobranoc i pozdrawiam :*
PS. W komentarzach piszcie mi linki do waszych blogów bo trochę się pogubiłam :)