Lorenzio wyciągnął nóż z mojego ciała. Kiedy zaczęłam się osuwać na bok, ktoś mnie złapał. To był Jace.
- Przegiąłeś koleś. Dobra zgadzam się na twoje warunki. Możesz ją wziąć tylko ją uratuj.
- Co.....co ..... co takiego? Jace......Ja.....ce co ty zrobiłeś?
- Ja ci wytłumaczę. Twój kochany Jace oddał cię mnie za swoje życie. Teraz już należysz do mnie.
- Dotrzymaj umowy.
- Już się robi wasza wysokość.
Dotknął swoim telasem miejsca gdzie była rana i po chwili nie było po niej śladu. Kiedy byłam już cała, rzuciłam się na Jace.
- Jak mogłeś!? Sprzedałeś mnie, zdradziłeś, a ja ci ufałam - zaczęłam go dusić - Chciałam cię uratować, martwiłam się. A ty przy pierwszej lepszej okazji mnie oddałeś jak jakąś rzecz.
- Klaudia proszę..... - puściłam go - Ja tylko . -spoliczkowałam go nie miałam ochoty tego dłużej słuchać.
- Choć moja księżniczko, musimy się przygotować do drogi - powiedział do mnie Lorenzio
Poszłam z nim, to co zrobił Jace jeszcze do mnie nie dotarło. Ponownie zostałam zamknięta. Mieliśmy wyruszyć o świcie. Ja jednak nie mam zamiaru tutaj siedzieć i czekać. W końcu i tak mam zginąć, więc co to za różnica teraz czy później. Tak samo jak wcześniej wydostałam się tylko z tego pomieszczenia, tym razem na zewnątrz. Zaczęłam biec przed siebie w nieznanym mi kierunku byle jak najdalej stąd. Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć. Kiedy uciekłam dostatecznie daleko, postanowiłam poszukać chwilowego schronienia. Znalazłam jakąś grotę i zaczęłam rozmyślać plan. Wygląda on mniej więcej tak: 1. Muszę zdobyć broń, w tym celu będę musiała dostać do kryjówki Jace 2. Przebrać się by zgubili mój trop 3. Spalić to miejsce - zemsta 4. Dostać się do pałacu. W teorii to jakoś wygląda, ale w praktyce już gorzej. Szłam dalej wierząc, że znajdę właściwą drogę. Po paru kilometrach ku mojemu zdziwieniu doszłam do celu. Zrobiłam trzy pierwsze punkty mojego planu. Czas udać się teraz w stronę miasta. Teraz jest na to jednak zbyt późno. Pójdę parę kilometrów i prześpię się.
************
Nad ranem ruszyłam w dalszą drogę. Do pałacu wejść jest jednak lepiej o zmroku. Przed porwaniem rozmawiałam z Jacem o zrobimy gdy się tam znajdziemy. W sali koronacyjnej znajduje się taki sam portal jak ten, którym się tu dostałam. Jest on jednak pilnie szczerzony. Nie wiem czy mi się uda, ale w ten sposób choć trochę przyniosę chlubę moim przodkom. Jedyne wejście znajduje się przez lochy. Po dokładnym obejrzeniu pałacu wiedziałam już gdzie się znajdują. Gdy się ściemniło weszłam do środka. Nie dało się tam oddychać. Przemierzające te korytarze, wydawało mi się jakbym tu już była. W celach siedzieli ludzie. Przyglądali mi się. Przechodząc obok jednej z nich, mój naszyjnik zabłyszczał. Spojrzałam na sąsiednią cele i zobaczyłam tam ...... moich rodziców. Rzuciłam się z łzami w oczach w ich stronę. Wyglądali tak jak ich zapamiętałam. Byli jednak mocno wychudzeni i mieli na sobie królewskie szaty.
- Mamo,tato!!! - objęłam ich przez kraty.
- Córeczko
*******
Rozdział z małym opóźnieniem ale jest. Bardzo przepraszam za jego długość Pozdrawiam :*
- Przegiąłeś koleś. Dobra zgadzam się na twoje warunki. Możesz ją wziąć tylko ją uratuj.
- Co.....co ..... co takiego? Jace......Ja.....ce co ty zrobiłeś?
- Ja ci wytłumaczę. Twój kochany Jace oddał cię mnie za swoje życie. Teraz już należysz do mnie.
- Dotrzymaj umowy.
- Już się robi wasza wysokość.
Dotknął swoim telasem miejsca gdzie była rana i po chwili nie było po niej śladu. Kiedy byłam już cała, rzuciłam się na Jace.
- Jak mogłeś!? Sprzedałeś mnie, zdradziłeś, a ja ci ufałam - zaczęłam go dusić - Chciałam cię uratować, martwiłam się. A ty przy pierwszej lepszej okazji mnie oddałeś jak jakąś rzecz.
- Klaudia proszę..... - puściłam go - Ja tylko . -spoliczkowałam go nie miałam ochoty tego dłużej słuchać.
- Choć moja księżniczko, musimy się przygotować do drogi - powiedział do mnie Lorenzio
Poszłam z nim, to co zrobił Jace jeszcze do mnie nie dotarło. Ponownie zostałam zamknięta. Mieliśmy wyruszyć o świcie. Ja jednak nie mam zamiaru tutaj siedzieć i czekać. W końcu i tak mam zginąć, więc co to za różnica teraz czy później. Tak samo jak wcześniej wydostałam się tylko z tego pomieszczenia, tym razem na zewnątrz. Zaczęłam biec przed siebie w nieznanym mi kierunku byle jak najdalej stąd. Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć. Kiedy uciekłam dostatecznie daleko, postanowiłam poszukać chwilowego schronienia. Znalazłam jakąś grotę i zaczęłam rozmyślać plan. Wygląda on mniej więcej tak: 1. Muszę zdobyć broń, w tym celu będę musiała dostać do kryjówki Jace 2. Przebrać się by zgubili mój trop 3. Spalić to miejsce - zemsta 4. Dostać się do pałacu. W teorii to jakoś wygląda, ale w praktyce już gorzej. Szłam dalej wierząc, że znajdę właściwą drogę. Po paru kilometrach ku mojemu zdziwieniu doszłam do celu. Zrobiłam trzy pierwsze punkty mojego planu. Czas udać się teraz w stronę miasta. Teraz jest na to jednak zbyt późno. Pójdę parę kilometrów i prześpię się.
************
Nad ranem ruszyłam w dalszą drogę. Do pałacu wejść jest jednak lepiej o zmroku. Przed porwaniem rozmawiałam z Jacem o zrobimy gdy się tam znajdziemy. W sali koronacyjnej znajduje się taki sam portal jak ten, którym się tu dostałam. Jest on jednak pilnie szczerzony. Nie wiem czy mi się uda, ale w ten sposób choć trochę przyniosę chlubę moim przodkom. Jedyne wejście znajduje się przez lochy. Po dokładnym obejrzeniu pałacu wiedziałam już gdzie się znajdują. Gdy się ściemniło weszłam do środka. Nie dało się tam oddychać. Przemierzające te korytarze, wydawało mi się jakbym tu już była. W celach siedzieli ludzie. Przyglądali mi się. Przechodząc obok jednej z nich, mój naszyjnik zabłyszczał. Spojrzałam na sąsiednią cele i zobaczyłam tam ...... moich rodziców. Rzuciłam się z łzami w oczach w ich stronę. Wyglądali tak jak ich zapamiętałam. Byli jednak mocno wychudzeni i mieli na sobie królewskie szaty.
- Mamo,tato!!! - objęłam ich przez kraty.
- Córeczko
*******
Rozdział z małym opóźnieniem ale jest. Bardzo przepraszam za jego długość Pozdrawiam :*
